Kategorien
krótko, nie zawsze na temat

TV Pis ujednolica.

Ave Gospodynie i Gospodarze.

Podejście do bloga numer 3810921 czy coś w tym stylu.

Być może odkrywam amerykę, ale…
Czas temu jakiś TVP, czyli w wolnym tłumaczeniu TV prezes, przemieszała nieco w pakiecie swoich programów nadawanych w naziemnych multipleksach telewizji cyfrowej.
Więcej o tym, co zastąpiło co i dlaczego, w serwisie Radiopolska i jemu podobnych.
Okazuje się jednak, że ten mischung wyłonił niezpodziewanego zwycięscę, który siedzi cicho, i się nie chwali.
Jest nim ewidentnie TVP regionalna.

Regionalne ośrodki TVP mogą się teraz poszczycić czymś, czego nie miały od roku 2012, czyli od pełnego wprowadzenia naziemnej telewizji cyfrowej na terenie Polski, mianowicie, dodatkową ścieżką audio, chociażby dla materiałów z audiodeskrypcją.

Technicznie sytuacja przedstawia się tak.:
Obie ścieżki aktualnie nadawane są z użyciem kodera mp2, 128 kbps, Joint stereo(poziom 3).

Inna kwestia, że dźwięk podczas nadawania programów centralnych jest większości de facto mono.
Jedynie lokalne okienka w Warszawie są stereo, we Wrocławiu zaś na odwrót, to centrala nadaje OK, wrocławiowi pozostawiając praktyczne mono.
Oczywiście bit statusu w koderze nie ulega zmianie, po prostu w obu kanałach audio nadawane jest to samo.
Użyty model psychoakustyczny to prawdopodobnie model 4, nie używany przez ISO a wprowadzony później, w latach 90-tych.

Dla tych, którym dodatkowa ścieżka nie wyszukała się z jakichś przyczyn poprawnie, parę pomocnych parametrów.:
pid audio = 2108
Język zaś jak zawsze w przypadku Emitela i naziemnej TV.: (AUX).

P.S.: TVP regionalna już robi użytek z dodatkowej ścieżki, prezentując programy z AD.
P.P.S.: w EPG od pewnego czasu goszczą przydatne wskazówki o dostępnych udogodnieniach dla danej audycji, ale o tym w innym wpisie.,

Polecam bardzo

Wpis z cyklu tych krótkich, a nawet bardzo krótkich.
Polecam bardzo.: Niemal wszystkie niemieckie stacje publiczne, zarówno od ARD jak i od Deutschlandradio, czyli obu nadawców publicznych u naszych zachodnich sąsiadów.

W szczególności te z Klasyką/kulturą i te informacyjne.
Tak po prostu, polecam, bo warto.
Jakość (satelitarnie 320 kbps mp2).
Brzmienie.: Zarówno w radiu FM jak i na satelicie, dostosowane i korespondujące z nadawanym typem programu.

Dostęp do metadanych.: a proszę, proszę, jest, więc wiemy kto i co właśnie brzęczy w tle.

To chyba tyle na dziś, choć zdaję sobie sprawę, że struktura mediów publicznych w Niemczech to materiał na dobrych parę wpisów audio lub tekstowych.

Chyba się weznę, i normalnie upiję

POCHWAlony,
tytuł wpisu mówi bardzo mało, i w sumie dobrze, niech tak zostanie.
teraz jednak do rzeczy, jak mawiał tragarz biorąc się za kufry.:
Polskie radio, tak, to, Polskie Radio, wreszcie wzięło się w garść i próbuje grać po Europejsku.

Co uważniejsi czytelnicy starego Pompiuszowego bloga oraz wszyscy ci, co jakkolwiek mnie znają zapewne zauważyli, że od października 2015, to jest od zmiany władzy w Polsce nie do końca jest mi po drodze z rozgłośniami naszego narodowego radia.
Wyjątek w tej palecie szarości stanowi Dwójka, której niezmiennie staram się słuchać.
I choć pod adresem dwójki też znalazłoby się pewnie parę zarzutów, no jeszcze się da.

Nie o tym jednak, a o Europeizacji jakości internetowych strumieni Polskiego Radia.
Tak, w końcu ktoś myśli.: Od jakiegoś czasu (tydzień, może tydzień z kawałkiem) mobilne strumienie Polskiego radia (używane również w aplikacji moje polskie radio) dostały dopał jakości do 192 kbps mp3.

Strumienie mobilne zaś, z 48 i 56 kbps zostały podbite do LC-AAC,, 128 kbps.

Wszystkie przekazy mp3 prowadzone są przy użyciu kodowania Joint stereo z dość silną, choć to nie groźne, psychoakustyką do złudzenia przypominającą enkoder LAME.

Strumienie aac zaś charakteryzuje relatywnie długie okno, (nawet jak na aac), bardzo intensywne joint stereo i maskowanie psychoakustyczne odczuwalne głównie w kanale "side".

Analizę aktycznej jakości dość skutecznie utrudnia fakt, że sporo materiału wejściowego w Polskim radio to zawartość MP2, około 192 kbps. To zaś wiąże się z odcięciem pasma na około 16 kHz w szczytach, dodatkową porcją "gotowania" i tego typu historiami.

Żeby jednak tak słodko nie było, wadą tych przekazów pozostaje ich aspekt "dynamiczny". Processing dynamiki pozostał bez zmian, dość intensywny (nawet na dwójce), i raczej nie przyjemny.
tak czy inaczej, nie wszystko na raz, państwo moi.

Gdzie posłuchać?

Schemat dość prosty.: stream3.polskieradio.pl:8900 to stream Jedynki, 8950 zaś mobilna wersja tegoż.
Dwójka to końcówka 02 oraz 52, trójka 04 oraz 54, etc. odstęp co 2.

Z Partyjnym pozdrowieniem, Eugeniusz Pompiusz.

Sezon w pełni

Radiowcy drodzy, radioświry niezliczone,

Łączcie się albowiem od miesięcy dwóch z kawałkiem trwa radiowe i atmosferyczne lato.
O swoich nasłuchach, choć sezon w pełni pewnie będę informował jeszcze tu, na blogu, gdy tylko coś więcej wpadnie.
Jak dotąd z mojego punktu nic ciekawego, jedynie Bornholm w centrum Warszawy na słabe o = 2 plus.

Nie tylko wasz odbiornik dziś stanął na głowie

ButemwMorde, czy jakby to tam się grzecznie przywitał nasz zachodni, pono niemy sąsiad geograficzny.

Wpis ten kieruję do dość wąskiej grupy użytkowników, choć myślę, że jego zaś lekko tendencyjna konkluzja jest prawdą uniwersalną
niczym Tora, Miszna czy każden inien koran, tylko że o technologiach dnia dzisiejszego.

Wpis tyczy się bowiem tzw. Odbiorników radia internetowego.

Dla mniej zorientowanych nadmienię, że radyjka tego typu prócz normalnych funkcji DAB, FM, Odtwarzania z gniazda auxowego 3.5MM mają jeszcze taki drobny wodotrysk w postaci odtwarzania "Setek tysięcy stacji z całego świata", jak deklarują producenci.
Technicznie rzecz biorąc, ma to to bowiem gniazdo sieci lokalnej typu RJ-45, oraz niewielkich rozmiarów chwost zwany anteną do Wi-Fi.

Co ważne, gros tych sprzętów sterowanych być może z pomocą aplikacji na IOS lub Android, i to rozwiązanie jest z reguły aplikacją dostępną.

Przejdźmy więc do sedna problemu.
Podrozdział 1, techniczny, Łatwość wdrożenia równa jest łatwości rozpieprzu.

Wejście w radyjku tego typu w tryb "Radio Internetowe" ukazuje naszym oczom menu niemal wprost z programów typu Screamer Radio, Tapin czy inny radio sure.
Dostajemy wybór i sortowanie według gatunku, koloru, stylu, kroju, fasonu czy głosu prezentera, No wszystko miodzio!
Rzecz jednak w tym, że dane o aktualnych stacjach wraz z ich adresami skądś trzeba mieć, i raczej złym pomysłem jest, by takie bazy trzymać lokalnie, w urządzeniu.
Skończyć by bowiem mogły jak katalog mediów Klango czy co gorsza, Eltena.
Tym samym więc, rzeczy takie jak katalog zwyczajnie się outsource'uje.
Co interesujące, i być może nie oczywiste, rozwiązanie to jest outsource'owane na poziomie dostawcy chipsetu, czyli głównego układu stanowiącego niejako rdzeń naszego odbiornika.
W praktyce dla Kowalskiego oznacza to tyle, że zarówno radyjko firmy X, jak i firmy Ygrek posiada dostęp do tych samych stacji, opisów, adresów, ba, katalog wygląda dokładnie tak samo jak w radyjku internetowym babci zrobionym 2 lata temu przez zhuang-zhou technologies corporation.
Firmy, które dumnie pod takimi odbiornikami się podpisują mogą zrobić mniej więcej tyle, co ja dla swojej cioci, czyli wysłać laurkę.
Producenci chipsetów zaś, a starczy ich na palce jednej ręki również tak naprawdę zlecają wykonanie usługi gdzieś dalej, bo przecież nie będą katalogu mediów trzymać u siebie.
Wiodącym, bo zasilającym myślę, że grubo ponad 80 procent tego typu urządzeń producentem jest Frontier Silicon i to jemu dosłownie paredzieścia godzin temu wszystko stanęło na głowie.

Tak bowiem wyszło, że katalog używany w radiach opartych o układy Frontiera zaliczył 1 maja całkiem spory pad, z czego Frontier najwyraźniej nie był zadowolony.
Co więcej, V-Tuner, bo o nim mowa z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie jesteśmy w stanie zagwarantować stabilności, jakiej Wy, Frontier oczekujecie.
Ot, standard, nic dziwnego, .usługi padają i powstają.
Frontier Silicon w międzyczasie znalazł sobie jednak inne API, innego dostawcę, i… Inne zasady działania katalogu.
Tym samym, jakież było moje zdziwienie gdy słucham stacji ix, zmieniam na coś innego, wyskakuje Error, restartuję radio, to pobiera update firmware'u, i nie mam swoich, dodanych przez siebie stacji?

No właśnie, bo przecież nigdy ich tak naprawdę nie dodałem do radia, a jedynie do konta w serwisie V-Tuner powiązanego z noim radiem przez login, hasło, i conajwyżej ciasteczko sesji trzymające unikalne ID odbiornika.
Krótki research w Internetach, i ukazuje mi się oficjalna strona Frontiera.
Tam dowiaduję się, że stacji dodawać chwilowo się nie da, i że generalnie "Marysiu, Weź się pompuj bo tak".
Jeśli zatem używacie tego typu odbiorników spokojnie, nic wam się nie zepsuło a jedynie Wasze radia właśnie dostały zdalny upgrade.
Piszę o tym nie dlatego, że jakoś szczególnie brakuje mi dodanych przeze mnie URL'i. Z tym dam sobie radę.
Piszę, by rozwiać wątpliwości tych, którzy ewentualnie sprzęty tego typu mają, i po prostu szukają informacji po polsku, a tych jest mało, bo świeże.
Wreszcie, wpisem tym nieświadomie ilustruję, jak ulotny i nie do końca przewidywalny jest świat internetu rzeczy (IOT.).
Dziś bowiem jest to radio internetowe, ale tak naprawdę w bambuko robieni jesteśmy niemal codziennie korzystając z serwisów streamingowych typu Spotify czy Netflix.
Dziś film jest, jutro umowa się kończy, i choć płacę, nie mam.

Z tą konkluzją pozostawiam was życząc sensownego następnego czasokresu do następnego wpisu.

Pozdro szejset, Eugeniusz Pompiusz Zuch

Let’s pump up this sh**t again czy coś w tym stylu

Szanowni und Szanowne.

Mam wrażenie, graniczące niemal z pewnością, że to jest chyba dobry moment na próbę, przynajmniej tak będzie dobrze, wznowienia tej mojej bazgraniny.

Jako, że lwią część wpisów stanowiła świąteczna rywalizacja na mniej lub bardziej poryte utwory, postanowiłem sobie nie ładować starych wpisów w nowej szacie.
Zresztą, Kto powiedział, że i ta inkarnacja Bloga nie spali na panewce.
Co interesujące, na dysku czeka parę roboczych, pobazgranych plików TXT o rzeczach, o których wartoby pisać, jednak dość skutecznie toczy te pliki syndrom Eltenis Magnificus, innymi słowy: Szkielet jest, ale gotowe wcale.

Wygląda, że w tej postpowitalnej notce to tyle, a zatem Do następnego.
Z Partyjnym Pozdrowieniem, viele grüße an alle, Wasz Eugeniusz Pompiusz BIS

Prefacja

Szanowne und Szanowni,
Czas jakiś, wcale nie krótki zastanawiałem się, niczym nie jedna zdołowana nastoletnia użytkowniczka Twittera: "czy to wszystko ma sens"?
Ściślej, czy sens jakikolwiek ma aktywne dołączenie do społeczności Elten, a jeśli tak, to w jaki sposób i w jakiej roli?

Nie jest bowiem tajemnicą, że na myśl o leitmotywie programu Elten, który streścić można jednym, prostym zdaniem: "niechaj będzie tak jak w Klango", (w domyśle tak jak kiedyś) ogarnia mnie jakieś takie swoiste zmieszanie, poczucie braku postępu połączone z myślą, że schaboszczak odgrzewany, a w szczególności w mikrofali nigdy nie smakował dobrze.

Analogicznie wkładanie cennych roboczogodzin (wiecie przecież, że czas to piniondz) w coś, co już było nie czyni świata zanadto bogatszym, tym samym, nie bardzo ma sens.

Od czasu pewnego obserwuję jednak swoisty boom, by nie powiedzieć dosadniej: manię posiadania konta w tym miejscu.
W żadnym wypadku nie czuję się osobą na tyle wszechwładną, by komukolwiek z użytkowników cokolwiek nakazywać, tymbardziej, czegokolwiek zabraniać; Tu z tylnych ław zapewne rozlegnie się zaraz przypowiastka o ludziach i "wolnej woli", którą to jedni chcieli potraktować przyciskiem "Delete", inni zaś zostawić człowiekowi jako istocie pompującej., by robił z niej użytek.

Tak czy inaczej, zdecydowałem się przekroczyć rzeczkę naszych ślepawych, środowiskowych blubrów, zakupiłem odpowiednią ilość zupy chmielowej, and Here We Go – jak to mówił stary major pod Stalingradem.
Zresztą, "prawo miecia" konta na eltenie w żadnym wypadku nie jest przedmiotem tego wpisu, a przynajmniej być nim nie powinno.
To zbyt szeroki temat, tak mi się przynajmniej wydaje.
Nakreślam go jednak, ponieważ stanowi on całkiem dobre tło mogące posłużyć do lepszego poznania i zrozumienia misz-maszu, jaki przy odrobinie mojej chęci i systematyczności można będzie tu zastać.

Nazwa bywa kluczem do sukcesu.

W sumie prawda; choć sam nie bardzo wiem, która z trzech. Trzeba wam wiedzieć, że na prawdę patrzę raczej dość prosto to jest po Tischnerowsku.
Wziąwszy pod uwagę wszystko powyższe, zbyt wiele nie myśląc usiadłem, by w pole "nazwa bloga" wpisać drobne słówko "przepompownia".
Czymże jest bowiem pisanie internetowego dziennika tego typu?
A no przepompowywaniem; wiedzy i doświadczenia zdobytego przez lata na mniejsze formy tekstowe, czasem okraszone załącznikami w formie dźwiękowej, czy każdej innej ogarnialnej przez człowieka.

Głowy mądrzejsze ode mnie, reprezentujące bardziej naukowy i badawczy "aprołcz" do życia nazwałyby ten proces "syntezą".
Przechodząc już jednak ad rem, spodziewajcie się wpisów z zakresu tematyki szeroko pojętego broadcastingu – zarówno radiowego jak i TV, techniki radiowo-nasłuchowej, dalekich odbiorów, a z czasem uda mi się może wspomnieć również coś o technice nadawania satelitarnego "dla opornych".
Spróbuję również dotknąć tematu nie do końca przyjaznego jakim jest techniczna strona produkcji oraz osadzania materiałów audiodeskrypcyjnych z perspektywy nadawcy telewizyjnego.
By jednak nie było tak sztywno i nudno, postaram się również dzielić choć fragmentami tego, co aktualnie gra mi w makówczynie czy po prostu, jest warte uwagi.
Ukryty cel całego przedsięwzięcia jest jednak odrobinę głębszy; postanowiłem przetestować mój własny samozapłon (samozaparcie to zbyt gastrologiczne określenie), do ewentualnego późniejszego otwarcia bloga w tzw. mainstreamie to jest poza portalem Elten.
Na dziś to chyba koniec ewangelii, viele grüße, i do następnego.